Kobiecym okiem

Mentorka, szeptucha, szamanka – czyli jaką rolę dziś powinnyśmy odgrywać

Mentorka, szeptucha, szamanka… Jaką rolę my – kobiety powinnyśmy odgrywać we współczesnym biznesie i w wielu innych obszarach.

Sporo pracuję z kobietami. Prowadząc dla nich warsztaty, spotykam się czasem z opiniami, że na swojej drodze życiowej lub zawodowej spotykały w głównej mierze złe, nieżyczliwe kobiety. Takie, które zdaniem Madeleine Albright trafią w piekle w szczególnie ciężkie miejsce zadedykowane tym kobietom, które nie wspierały innych przedstawicielek własnej płci.

Moje doświadczenia są inne. Przez całe życie prywatne i zawodowe spotykałam na swojej drodze mądre, dobre i życzliwe kobiety, które zorientowane na wspieranie innych, potrafiły znakomicie dzielić się wiedzą, dbając zarówno o rozwój własny, jak i rozwój innych. Napotkane wyjątki traktuję jako odstępstwo potwierdzające regułę.

Kilka z tych spotkanych na drodze swojego życia mogę śmiało nazwać moimi mentorkami. Tosia Conder, młoda, zaangażowana, mądra, uśmiechnięta polonistka z podstawówki wymogła na mnie obietnicę, że będę w życiu dużo pisać. Profesor Diane Gayeski, która miesiąc temu zwróciła się do mnie po latach z propozycją udziału w elitarnym projekcie edukacyjnym w USA, sprawiła, że postanowiłam swoje życie zawodowe poświęcić pilnemu studiowaniu i uczeniu się sztuki zintegrowanej komunikacji. Nie oznacza to, że na mojej drodze nie pojawili się mężczyźni. Ważni mężczyźni także znaleźli się w gronie moich mentorów, dziś jednak pozwolę sobie poświęcić im mniej miejsca.

Są takie momenty w życiu każdego człowieka, kiedy chętnie poradziłby się kogoś mądrzejszego, kogoś, kto wie, przeżył to samo, zdobył wcześniej podobne doświadczenie. To momenty związane z ważnymi decyzjami życiowymi. Moment wyboru profilu szkoły gimnazjalnej, licealnej lub wyższej. Decyzja o porzuceniu gry na fortepianie, na którym grało się przez wiele lat, wyłącznie aby zrobić przyjemność rodzicom. Moment decyzji o wyborze życiowego partnera, kiedy serce mówi tak, a rodzice są przeciw. Chwile, kiedy czujemy, że utknęliśmy i nie wiemy, która z decyzji jest lepsza. Czas, kiedy musimy porzucić pasje naszego życia na rzecz codziennych obowiązków. Chwile radosne, związane z narodzinami dziecka, ale i pełne obaw dotyczących nowych ról w naszym życiu. Decyzje, jak wychowywać nasze dzieci, aby wyrosły na silnych, dobrych, samodzielnych i mądrych ludzi. Okresy przechodzenia przez kryzysy w ważnych lub najważniejszych dla nas relacjach. Czas, kiedy nie jesteśmy zadowolone z siebie i nie potrafimy sobie wybaczyć braku doskonałości. Momenty, kiedy dzieci opuszczają rodzinny dom. Także czas żałoby.

Zobacz też: Piękna i bestia w objęciach tanga – czyli o niebywałym sposobie na życie

Mentorka – jak bardzo potrzebujemy z nią kontaktu

Istota kontaktu z mentorką

Istota kontaktu z mentorką

To tylko niektóre. Potrzebujemy wówczas bliskości kogoś, kto rozumie, bo doświadczył już podobnych decyzji, dylematów, emocji, wątpliwości. I przeżył. Więcej, przeżył i odniósł sukces definiowany na różne możliwe sposoby. W takich właśnie sytuacjach przydaje się mentor. Osoba dojrzała, gotowa poświęcić nam nie tylko swój czas, ale i swoją uwagę. Wysłuchać ze zrozumieniem naszego świętego punktu widzenia.

Pogłaskać. Użalić się. Użyć empatii, żeby nawet razem z nami opłakać nasze smutki czy dylematy. Człowiek, którego łączy z nami wspólne doświadczenie. Który ma prawo powiedzieć: Rozumiem, co czujesz. I od którego, w związku z tym, jesteśmy gotowe przyjąć radę. Bo nie wynika ona z przekonania, że tamta osoba jest lepsza. Ona jest bardziej doświadczona, a my potrzebujemy tego doświadczenia, żeby przejść przez nasze wyzwania, minimalizując ponoszone koszty emocjonalne, czasowe, relacyjne, zdrowotne, duchowe czy cielesne.

W moim przypadku było podobnie. W niektórych z takich momentów najbardziej pomogły mi kobiety. Bo rozumiały mój kobiecy punkt widzenia, wiedziały, czym jest kobiecość i wszelkie związane z nią wyzwania.

Zobacz też: Kobieta i styl – czyli jak wykreować własny wizerunek

Wyzwania

Podobnie rzeczy się mają w przypadku wyzwań, jakie stawia przed nami życie zawodowe. Podejmujemy decyzję o pierwszej pracy, zastanawiając się, czy i jak daleko można sobie pozwolić na kompromis z pracą naszych marzeń czy naszymi kwalifikacjami. Wkraczamy jako świeżo zatrudniony pracownik w nowy dla nas świat ludzkich relacji, rytuałów, zachowań firmowych. Owszem, mogą nam pomóc programy adaptacyjne i szkolenia. Ale w takich chwilach potrzebujemy instrukcji obsługi ważnych dla nas ludzi w firmie.

Najbardziej zaś potrzebujemy życzliwego, doświadczonego eksperta, który poświęci nam swoją uwagę i podzieli się swoimi doświadczeniami z podobnego okresu, wskazując, o czym trzeba wiedzieć, a gdzie warto uważać na korporacyjne rafy. Potem przychodzi propozycja awansu, na przykład na menedżera. Zupełnie nowe odpowiedzialności, oczekiwania dotyczące kompetencji, postaw, zachowań, zmiany relacji z kolegami z pracy. Czasem pojawia się dylemat związany z koniecznością zmiany miejsca zamieszkania, a tym samym przewrócenia życia naszych bliskich do góry nogami.

Szklany sufit i wyciąganie drabiny

Przyjaźń i pokonywanie słabości

Przyjaźń i pokonywanie słabości

Takie decyzje szczególnie trudno przychodzą kobietom. Mówi się, że jedną z przyczyn braku awansów menedżerskich wśród kobiet jest syndrom szklanego sufitu, kiedy w sytuacji równie wykwalifikowanych kandydatów dwojga płci propozycję składa się mężczyźnie. Za zjawisko braku rozwoju kobiet na stanowiskach kierowniczych obwinia się także inne kobiety i syndrom zwany wciąganiem drabiny, polegający na tym, że kobieta, która wspięła się wysoko na drabinie hierarchii stanowisk w firmie, bezzwłocznie zwija drabinę, aby uniemożliwić rywalkom dotarcie w to samo miejsce.

Cóż. Każdy ma takie powody, na jakie zasłużył. Ja uważam, że największą przeszkodą rozwoju zawodowego kobiet są ich bezużyteczne przekonania – szklany sufit w ich własnych głowach. Kiedy wsłuchamy się uważnie w to, co o sobie samych i świecie, w którym żyją, myślą kobiety, włos się jeży na głowie. Jeśli uważają, że nie dadzą rady, z pewnością tak się stanie. Jeśli wierzą, że nie mogą iść na żadne kompromisy zawodowe kosztem bliskich, nigdy nie podejmą ważnej decyzji o zmianie. Jeśli uważają, że są za słabe, żeby podejmować samodzielne decyzje w świecie twardego męskiego biznesu – to oznacza, że są za słabe.

Kto jednak ma usłyszeć, zobaczyć i poczuć owe bezużyteczne przekonania tak, by na koniec zdefiniować je, nazwać po imieniu i położyć przed właścicielką, żeby się im dobrze przyjrzała? Przecież na co dzień nie korzystamy z profesjonalnych osobistych trenerów, którzy się w takich zabiegach specjalizują. Taką rolę od wieków w życiu kobiety pełniły inne, dojrzałe kobiety. Starszyzna. Wiedźmy i szamanki. Siostry szeptuchy. Doświadczone w swych rolach matki i żony. Babki śpiewające pieśni, z których płynęła prosta prawda życiowa. Dziś są one często rozrzucone po świecie. Opuściły wioskę. Dziś ich miejsce może zająć mentorka. Osoba zaangażowana, gotowa do dzielenia się własnym doświadczeniem.

Mentorka – czyli współczesna wiedźma

Nie każda jednak kobieta była wiedźmą, czyli kobietą wiedzącą. Podobnie nie każda sprawdzi się jako mentorka. To bardzo wymagająca rola, do której trzeba być przygotowanym. Wymagająca umiejętności zbudowania relacji wokół zainteresowania światem drugiej osoby. Samoświadomości i znakomitego zarządzania samą sobą. Nie można być mentorem, mając własne życie w rozsypce i przetrącony kręgosłup moralny. Podobnie jak nie można być dobrym liderem, żyjąc w permanentnym chaosie.

Wiedźma

Wiedźma

Dobra mentorka potrafi słuchać, aby usłyszeć. Czeka z radami, aż pozna świat swojej podopiecznej. Nie próbuje nikogo naprawiać – pokazuje jedynie, że sprawy można realizować na różne sposoby. Jest źródłem wiedzy o dobrych praktykach, które pomogły w ważnych sytuacjach życiowych, ale potrafi też nazwać te rzeczy, które w przeszłości skutkowały porażką. Dobra mentorka jest ciekawa ludzi i czerpie dobrą energię z pracy z nimi. Relacja mentorka – podopieczna jest relacją wymiany. Bo nie tylko podopieczna zyskuje uwagę, doświadczenie i propozycje rozwiązań. Mądra mentorka czerpie z takiej relacji pełnymi garściami, uczy się, poznaje nowe sposoby myślenia o starych kwestiach, szuka wiedzy, której sama nie posiada, uczy się, jak wygląda młodszy świat.

Prowadzi to do konkluzji, że dobra mentorka to osoba nastawiona na permanentny rozwój, a równocześnie dobry komunikator. Umie nie tylko słuchać i zadawać użyteczne pytania. Potrafi rozpoznać, kiedy jest dobry moment, aby odnieść się i przekazać informację trudną. Formułuje oceny i opinie w sposób, który motywuje podopieczną do zmiany, gwarantując jej jednak przekonanie o tym, że jest niezwykła i wartościowa.

Zobacz też: Kobiety w dyplomacji. Jak przebić szklany sufit?

Urzekająca rola mentorki

Urzekła mnie rola mentorki. Od kilku lat zajmuję się tym profesjonalnie, choć wcześniej byłam mentorką w sposób naturalny i intuicyjny. Jestem dzięki temu bogatsza o nowe doświadczenia, wiedzę i kompetencje.

Kiedyś była Tosia Conder. Teraz, kiedy pożegnałam korporację, aby realizować swoje marzenia zawodowe, m.in. tworzyć warunki i rynek pracy dla profesjonalnych mentorów, nie ustałam w poszukiwaniu ich wsparcia. Wychodziłam z korporacji pod okiem osoby, która już taką decyzję wcieliła skutecznie w życie wiele lat temu. Budowanie własnych biznesów od podstaw pokazało, że praca w korporacji i samodzielna odpowiedzialność za ogromne budżety jest kompletnie inną kompetencją niż umiejętność „sprzedawania” samej siebie i wychodzenia z własną ofertą na szeroki rynek biznesowy. Szkolenia? Nie, postaw przedsiębiorczości nie nauczy się na kursie czy na MBA. Można je rozwijać, obserwując, a potem będąc obserwowaną przez osobę, która to już ma, już się tego nauczyła, wie, co w tym pomaga, a co do tego jest niezbędne.

Życzę każdej z Was takiej mentorki, na jaką zasługujecie. Pamiętajcie, że mentor nie przyjdzie do Was sam. Jeśli chcecie mieć mentora Waszych marzeń, musicie o niego poprosić, mając przemyślane własne oczekiwania, cele, powody i to, czym się ze swoją mentorką będziecie chciały podzielić. A proszenie, szczególnie proszenie o pomoc, to jedna z tych kompetencji, z którą dumne, polskie kobiety mają kłopot. Ciągnie je rola wybawcy. Ale o tym będzie już następnym razem…

Autorka:

Joanna Malinowska-Parzydło, doradca strategiczny w obszarze zarządzania kapitałem reputacji i marki osobistej, kapitałem intelektualnym przedsiębiorstw, zintegrowanej komunikacji i przywództwa. Wcześniej odpowiedzialna za komunikację marketingową, następnie za strategie personalne w polskich mediach. Przez ostatnich 5 lat – Dyrektor Personalny TVNSA. Obecnie CEO Personal Brand Institute.Autorka unikalnych programów zarządzania marką osobistą oraz marka lidera, zespołu i przywództwa w organizacjach. Równocześnie założycielka i Prezes  Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Mentoringu, mającego na celu rozwój profesji mentora oraz wpisanie mentoringu  w praktykę rynku pracy i edukacji w Polsce. Mentorka także w polskiej edycji programu Fundacji Hillary Clinton „Vital Voices”. Ambasadorka Przedsiębiorczości Kobiet. Członek Krajowej Izby Gospodarczej. Personal brandcoach, executive and business coach. Doradca zarządów w zakresie projektowania zmian, wdrażania skutecznych strategii zarządzania kapitałem ludzi i organizacji oraz strategii komunikacji. Trener biznesu i  wykładowca akademicki. Mama Jaśka i Olesia. Kontakt: